W 2006 roku, w programie TVP „Misja Specjalna” twórczyni „Tele-Echa” Irena Dziedzic została oskarżona o to, że była agentką SB o pseudonimie Marlena.
Znana swego czasu dziennikarka zaprzecza oskarżeniom. Jednak sugestię „Misji Specjalnej” potwierdził pion lustracyjny Instytutu Pamięci Narodowej. Żąda on wydania prze sąd wyroku, jakoby Irena Dziedzic była „kłamcą lustracyjnym”. Póki co jednak oskarżona, 85letnia dziennikarka, nie stawia się na rozprawy powołując się na zły stan zdrowia.
Mamy tu kolejny przypadek tzw. odgrzebywania przeszłości. Należy sobie zadać dwa pytania. Po pierwsze dlaczego z jednej strony uznajemy „grubą kreskę” Mazowieckiego, a z drugiej kiedy ktoś odsłoni czyjąś przeszłość domagamy się uznania jego winy. Nie da się zaprzeczyć, że w życiu publicznym funkcjonuje wielu byłych agentów czy współpracowników SB. Jednak czas ich osądzenia już minął. Sami zaprzepaściliśmy szansę rozliczenia ich z przeszłością. A teraz wyszukujemy pojedynczych ludzi i próbujemy coś im udowodnić. Czy jednak jest w tym jakiś sens?

